Wędkarzy na gęsto ryb jak w niedzielę.

 

Szurpiły. Drugie , po jeziorze Hańcza jezioro Suwalskiego Parku Krajobrazowego, zarówno pod względem głębokości jak i powierzchni. Z dużą wyspą i dwiema pokaźnymi zatokami. Głębokość maksymalna to ponad 46 metrów, średnia 10 metrów. Powierzchnia sięga 90 hektarów. No Śniardwy to, to nie są, ale woda czysta, brzegi bardzo urozmaicone, głębokości znaczne, strome spadki dna i co najważniejsze grubaśne okonie i coraz rzadziej spotykana sieja.

Właśnie ta ryba skusiła prawie trzydziestu wędkarzy koła Okoń, do wyjazdu na Szurpiły w niedzielę 5 lutego. I tylko z tyłu głowy majaczy przeświadczenie, że w niedziele ryby nie biorą. Może jednak nie tym razem. Sezon podlodowy w pełni. Luty jest uważany za doskonały czas do polowania na sieję. Piąta trzydzieści i autokar pełen wędkarzy i marzeń o srebrnołuskiej rybie ruszył w kierunku Suwałk. Trochę ponad godzinę jazdy i jesteśmy na podwórku gospodarza mieszkającego na Szurpiłami. Trzeba dodać, że gospodarza wyjątkowo przyjaźnie nastawionego do wędkarzy.

Wyjazd połączony jest z rywalizacją. Liczy się najpierw sieja, a następnie okoń. Strome zejście do jeziora, na szczęście pozbawione jest śniegu, więc droga jest dosyć łatwa. I szybka z racji ukształtowania terenu. Tak z górki na pazurki. Gorzej będzie z powrotem, ale to jeszcze za czas jakiś. Mimo pokaźnej gromadki, jaką stanowiliśmy, w ciągu godziny rozeszliśmy się po jeziorze, skupiając się jednak na dwóch znanych górkach. Wielu wędkarzy jest na Szurpiłach pierwszy raz w życiu i ma pewne trudności ze znalezieniem odpowiedniego łowiska. Ryby są jednak nie do końca przewidywalne i można na nie trafić w zasadzie wszędzie. Kilku wędkarzom się to udaje. Pierwsze okonie meldują się w większości na mormyszkach. Nie są to niestety okonie duże.

Pogoda super. Prawie bezwietrznie, cieplutko, blisko zera. Czasem nawet słoneczko przebijało się przez chmury. Czas mija szybko. Ryby, a właściwie okonie i płocie trafiają się dosyć często.  I tylko siei ciągle brak. A może ktoś złowił i trzyma to w tajemnicy? Łowimy zarówno w trzcinach, na skraju spadu, na blatach 4-ro ,5-cio metrowych, na kilkunastometrowych górkach . Efekty jednak podobne, czyli mizerne. Wędrówki  ludów, czyli przemieszczanie wędkarzy z lewej na prawą, ze wschodu na zachód trwały w najlepsze. Z małego letargu podczas wpatrywania się w znakomity kiwak produkcji Józka Makowskiego, wyrwał mnie dzwonek telefonu. To Mitek Gojlik informował o rozpalanym ognisku. Zapłonęło koło altany, tuż po wejściu pod górę. Kończymy więc łowienie i razem z Jurkiem Rynkiewiczem, z którym cierpliwie, jednak bez większego efektu obławialiśmy głęboką górkę, ruszamy na spotkanie z górą.

Zawsze, gdy się wspinam,  rozumiem, dlaczego rzadko tu przyjeżdżam, jednak, gdy jestem na szczycie i spojrzę na cudowną panoramę jeziora, wiem, że wrócę tu. Może tym razem po sieję. Siei nie złowił nikt. Największy okoń padł łupem Grzegorza Makowskiego i miał 28 cm. Cóż, czasem średniaki też wygrywają. Ważne, że tak wielu wędkarzy postanowiło razem spędzić niedzielę. A że w niedzielę nie biorą, wiadomo nie od dziś. Teraz kilka zwykłych dni, można ryb połowić. Ja również spróbuję. W którąś kolejną niedzielę, mam nadzieję , że w równie licznym gronie pojedziemy wspólnie na integrację.

 W tej udział wzięli: Chodnicki Robert, Gojlik Mieczysław, Kozłowski Marcin, Słomski Jacek, Sobolewski Zdzisław, Makowski Grzegorz, Makowski Józef, Moroz Robert, Miławicki Krzysztof, Sawicki Krzysztof, Przekop Marek, Dermont Mirosław, Dermont Marian, Wasilewski Andrzej, Kruszniewski Marcin, Gąska Leszek, Surażyński Mirosław, Rynkowski Jerzy, Hryniewicz Krzysztof, Wy6socki Jerzy, Kowalczyk Stanisław, Ptaszyński Andrzej, Polakowski Rafał, Wiszowaty Janusz, Horyń Mariusz, Gorlo Grzegorz oraz piszący te słowa           J.Arnold Hościłło