Ponad doba na szczupaka.

Sumowo. Jezioro to odkrył dla mnie Pan Leszek Backiel. Fantastyczny facet, pełen uśmiechu, radości i życzliwości. Dla mnie , nastolatka, był po prostu wzorem. Nie tylko Sumowo, ale także Głębokie, Siekierowo, Garbas, a także zapomniane dzisiaj jezioro Długie, to łowiska, które poznałem dzięki Panu Leszkowi. A płoci, łowionych wiosną na kartofel, nie zapomnę nigdy.  Pierwsze wyjazdy na Sumowo, to prawdziwe rajdy motorowerem komar. Sprzęt ten był dosyć awaryjny, więc bywało i kilka przystanków, a pokonanie 16 km zajmowało nawet ponad godzinę. Czasem świecę zalało, zespawało elektrody lub co gorsze, zerwało klin. Wystarczyło jednak mieć ściągacz koła zamachowego, kilka klinów,  świec, szczelinomierz i jeszcze trochę  drobiazgów i można było kontynuować jazdę. Potem ,gdy mój przyjaciel Mietek został szczęśliwym posiadaczem szalonej Syreny 104 , tym wynalazkiem motoryzacji jeździliśmy na leszcze , płocie, okonie.  Tu również należało mieć pół bagażnika części, koniecznie przeguby, żeby w miarę spokojnie jeździć. Ale  Miecio dawał radę nawet w sytuacji, gdy wyprzedzało nas urwane koło. Cóż, dzisiaj środki transportu nie takie, leszcze nie takie, a i z przyjaciółmi jakoś gorzej.

 

 

   Ale wracajmy do Sumowa i ryb. 31 maja odbyły się tam Spinningowe Mistrzostwa Koła Okoń. Już od 5 rano zjeżdżali się zawodnicy nad Sumowo. Nęciły nas  szczupaki. I oczywiście rywalizacja. Przy pięknej, słonecznej i wreszcie ciepłej pogodzie, 19 wędkarzy rozpoczęło zawody. Jezioro nie jest małe, jednak zrobiło się ciasno, gdyż wszyscy odwiedzali te same miejscówki.  Przy drugim rowku, dwie łódki. W zatoce za trzecim rowkiem, kolejne dwie. W kolejną zatokę wpływam pierwszy. Obławiam ją bardzo dokładnie. Nic. Po kilkunastu minutach,  dopływa Krzyś i dwóch Staśków. Nadal cisza. –Ostatni rzut i przepływam-pomyślałem.  Ciemna gumka z brokatem ląduje tuż przy grążelach. I nagle t tępe uderzenie. Jest. I już wiem, że szczupak jest wymiarowy. Oczywiście podbierak nie jest przygotowany. Jedną ręką walczę z rybą , drugą skręcam podbierak. Udało się , ryba jest w łódce. Prawie 60 cm. Około 1,5 kg. Fajnie, pierwsza tura załatwiona. Tym bardziej, że przecież w drugiej turze ryb jest zazwyczaj mniej.  Po kwadransie łowię kolejnego szczupaka. Szczyt szczęścia? Niestety, dwa centymetry brakuje mu do wymiaru. Nic , to, za rok będzie dobry.  Tura dobiega końca, więc zawodnicy spływają do miejsca ważenia ryb. Słabo, to określenie dominuje. Tylko Tomek Iszkuło przywozi komplet dwóch fajnych szczupaków , podparty kilkoma okoniami.

 

 

      Bezapelacyjnie wygrał turę. Mój zębacz pozwolił mi zająć drugie miejsce. I jeszcze tylko 7 wędkarzy z rybami. Rzeczywiście słabo. Oczywiście były ryby niewymiarowe, ale o tych, nikt nie rozmawiał. Ważenie nie trwało zbyt długo. Start drugiej tury odbył się  trochę po dziesiątej. Przed nami prawie pięć godzin z wędką. Plan mam taki: złowić wymiarową rybę, powiedzmy okonia, a potem  się zobaczy. Mhy, wymiarowego okonia, pięć godzin, łatwizna. Sprawdzam znane mi okoniowi miejsca. Nic. Wiatr kręci niemiłosiernie. Płynę na południe, całkowicie pod wiatr, a po chwili, na północ, ponownie zmagając się z wiatrem, tracąc cenne kilowatogodziny prądu z akumulatora. Nie jest dobrze. Ciągle brak wymiarowej ryby. I tak mijają godziny. Jedna, dwie, trzy, cztery, pięć. Wracam z zerem. Niestety.

A jednak były szczupaki. I okonie były. Ośmiu wędkarzy miało ryby, w tym sześciu po raz drugi. Pierwsza trójka z tury pierwszej, solidarnie na zero. Recepta na sukces, w takich zawodach znana od lat, po raz kolejny się sprawdziła. Najpierw trzeba złowić dwa razy ryby, by z nadziejami podchodzić do wagi. A waga pokazała, co następuje.

  1. Krzysztof Krajewski

  2. Rynkowski Jerzy

  3. Wojsiat Marian

  4. Galicki Renisław

  5. Przekop Marek

  6. Rowiński Michał

  7. Iszkuło Tomasz

  8. Hościłło Arnold

  9. Iwaniuk Mirosław

  10. Makowski Józef

  11. Palczewski Wojciech

      W zawodach startowali również: Hodana Krzysztof, Gawroński Tomasz, Szurkowski Edward, Gojlik Mieczysław, Chodnicki Robert, Guzewicz Stanisław, Kryścio Stanisław, Matysiewicz Wojciech.

Tradycyjnie już uhonorowany został największy okoń, który miał 485 g, a złowiony został przez Renka Galickiego.

 

Podczas serwowanego przez catering pysznego obiadu, pogadaliśmy trochę.  O rybach i nie tylko. Staś Kryścio opowiadał wrażenia z pokonania na jeziorze Oleckim ogromnego szczupaka. Ale wniosek był jeden z rybami jakoś słabo. 19 wędkarzy, po 9 godzin każdy, to  171 godzin biczowania, dzieląc to na siedem złowionych wymiarowych szczupaków, daje takiego szczupaka co .. 24,4 godziny. No ponad doba jest potrzebna, by złowić wymiarowego .  Rzeczywiście słabo. Marne wyniki zrekompensowały doskonała pogoda a także znakomite warunki do zorganizowania imprezy, parking, ławki stoły, a także slip do wodowania łodzi. Tu ukłon i podziękowanie Wójtowi Bakałarzewa Panu Tomaszowi Naruszewiczowi, za udostępnienie miejsca do organizacji imprezy. Dziejemy serdecznie. Dziękujemy wszystkim startującym w Mistrzostwach Koła Okoń i już zapraszamy na kolejna imprezę. Tym razem na jezioro Rospuda, 21 czerwca.

                                                                                              Z wędkarskim pozdrowieniem Arnold Hościłło