Strażnicy


       Nie jest łatwo być stróżem prawa. Robota trudna, stresująca, odpowiedzialna i często niebezpieczna.

Policja, to specyficzna straż. O straży pożarnej pisze się i mówi często i raczej dobrze. Straż graniczna na trzech czwartych granic kraju ma pracę ciut łatwiejszą. Straż ochrony kolei nas nie dotyczy, gdyż do Olecka od wielu lat pociągi nie docierają. Straż marszałkowska zmaga się czasami z podchmielonymi parlamentarzystami lub wdzierającymi się do Sejmu protestującymi. Straż miejska , to często nader skuteczni wykonawcy miejskich budżetów. Strażnik Texasu Chuck Norris , cóż temu zawsze wszystko się udaje.

A jest jeszcze Straż Rybacka. I o niej dzisiaj kilka zdań chciałbym napisać. Na terenie naszego województwa, podobnie jak w całym kraju, działa Państwowa Straż Rybacka. Siedziba mieści się w Olsztynie , a wśród wielu posterunków, jeden znajduje się w Olecku. Komendantem naszego posterunku jest Jan Remiszewski.

Wraz z trzema strażnikami patrolują przede wszystkim teren powiatów oleckiego i gołdapskiego .

    Działają jednak także na dużo szerszym obszarze, gdyż straż rybacka nie ma rejonizacji, w związku z czym , swoją pracę mogą wykonywać praktycznie w całym kraju. A jest co robić. Kilka dni temu, dzięki uprzejmości pana Komendanta oraz Dyrektora Zakładu Rybackiego PZW , miałem możliwość uczestniczenia w krótkim patrolu. Jest styczeń, jeziora skute lodem. No może nie skute , a tylko pokryte. W tym roku lód jest bardzo cienki i przez to bardzo niebezpieczny. Niewielu jest wędkarzy i chwała im za roztropność, bo żadna ryba nie jest warta ryzyka podlodowej kąpieli. Kłusownicy jednak nie śpią. Nie da się z lodu, to stawiają sieci na rzekach, przy przepustach, spiętrzeniach wody, wszędzie, gdzie można zdobyć rybę. Proceder kwitnie, a my wędkarze, nawet sobie nie wyobrażamy, na jak wielką skalę. Największym problemem, co podkreślali wszyscy strażnicy, jest społeczne przyzwolenie na kłusowniczą działalność. Bo przecież on chciał tylko rybkę złowić.

A bezwzględni strażnicy zabrali mu siatki i skierowali sprawę do sądu.

 

     

 

I tu pytanie, do wszystkich.

Po czyjej jesteśmy stronie? Strażnika, który w majestacie prawa, często narażając zdrowie, a nawet życie ściga kłusowników, czy pozbawionych skrupułów i wszelkich hamulców kłosoli, gotowych nadziać na widelec ostatniego szczupaka, jaki pływa w jeziorze, a interweniującego strażnika zaatakować nożem, czy nawet pierzchnią. Pytanie chyba retoryczne. Sami wędkarze działają przecież w straży społecznej, która od lat z dobrym skutkiem zabezpiecza jezioro Sedranki. Wracając do strażników oleckiego posterunku, są to pracownicy doświadczeni, pracujący od kilku, do nawet kilkudziesięciu lat w zawodzie.

Tylko jeden zadeklarował pasję wędkarską. Jak podkreślił, zawsze łowi zgodnie z regulaminem i zawsze posiada wszelkie niezbędne zezwolenia.

A regulamin? Jakże często mijają się z nim wędkarze. Niewymiarowe ryby , przekroczone limity połowu, po dwie mormyszki, czy dwie przynęty spinningowe , na szarpaka z łodzi…na pięć żywcówek… ech my wędkarze też mamy sporo na sumieniu. Nikt nie jest przecież bez grzechu. Warto jednak obiecać sobie poprawę. Namawiam gorąco. Drugim, obok społecznego przyzwolenia, czynnikiem utrudniającym walkę z kłusownictwem, jest łagodność sądów. Strażnicy, podobnie jak policjanci zgodnie mówią: my łapiemy przestępców, a sądy zamiast przykładnie karać, wypuszczają ich, bądź stosują śmiesznie niskie kary. Kłusownictwo to nie jest niska szkodliwość czynu, na którą tak chętnie powołują się niektórzy sędziowie.

To kradzież, bezczelna, zuchwała. Okradają nas wszystkich, którzy kupujemy zezwolenia.

A ile jest pozostawionych przez kłusowników pod lodem różnych siatek, w których w męczarniach giną i gniją ryby? Siatki takie są przez wiele miesięcy zabójczymi pułapkami na ryby, z których nie skorzysta ani wędkarz, ani rybak, ani nawet kłusownik.

 

 

Na moje pytanie, czy dzisiaj, w porównaniu z okresem z przed powiedzmy dwudziestu lat kłusownictwa jest więcej, czy mniej, usłyszałem, że ilość zdarzeń jest podobna, jednak charakterystyka kłusownika uległa diametralnej zmianie. Dziś kłusownik to często właściciel terenowego auta, zaopatrzony w łatwo dostępny sprzęt kłusowniczy najwyższej jakości, wyposażony w porządne lornetki, telefony umożliwiające szybką łączność z obstawą, składającą się często z nawet kilku osób.

To często bardzo sprawny płetwonurek, który w jeziorach szuka nie tylko podwodnych wrażeń.

Nie jest łatwo złapać kłusownika na tzw gorącym uczynku, a tylko takie zatrzymanie może skutkować solidną karą. Nie jest to jednak niemożliwe. To wyświechtane stwierdzenie, jednak razem możemy więcej.

Możemy przeciwstawić się kłusownictwu. My, wędkarze, a także inni użytkownicy naszych wód, żeglarze, kajakarze, a nawet spacerowicze. Alarmujmy i powiadamiajmy o wszelkich zauważonych przejawach kłusownictwa. Strażnik to też człowiek. Może nie oczekujmy, że nas przytuli do piersi i będzie pocieszał po zerwaniu dwucyfrowego szczupaka, czy połamaniu ukochanej wklejanki, ale z pewnością nie wsadzi nas za kraty, gdy przez nieuwagę zapomnimy dokumentów, lub przypadkowo zabierzemy dwa niewymiarowe okonie.

    Z kłusownictwem powinniśmy walczyć ramie w ramię, aby nasze jeziora były nie tylko piękne.

To temat rzeka, ledwo tylko w tym artykule zaczepiony. Wspomniany patrol obejmował rzekę Legę, jeziora Olecko Małe, Dudki, Świętajno. Na szczęście tym razem czujne strażnicze oko nie wypatrzyło kłusowników, jednak widziałem miejsca na rzece, z których już w tym roku strażnicy ściągali siatki.

Łączmy się więc w walce z kłusownictwem , a mojej żonie życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
 

 

J.Arnold Hościłło
 

 

PS . Telefony do straży rybackiej:
Komendant Wojewódzkiej Straży Rybackiej w Olsztynie: 600 243 243
posterunek Olecko : 600 243 843
posterunek Suwałki : 505 117 801