![]() |
|
Na
naukę nigdy za późno... |
|
Wyjątkowo piękna, chociaż również uciążliwa zima, trzyma się doskonale. Sięgający 30 stopni mróz, posypujący z nieba śnieg, purpurowe policzki spacerowiczów, a także skute lodem praktycznie wszystkie zbiorniki wodne ciągle nam przypominają, w jakim rejonie świata mieszkamy. Słyszałem niedawno pytanie zadane przez prezentera na antenie radiowej. Czy jest coś czego mogą nam zazdrościć mieszkańcy ciepłych krajów? Twierdzących odpowiedzi znam mnóstwo. Czego nie mogą robić Egipcjanie? Ha, nie mogą łowić ryb z lodu!!!! A my możemy i robimy to z wielką przyjemnością i ogromną pasją, chociaż z różnymi wynikami. Taką atrakcję zafundowało sobie 87 pasjonatów wędkarskich przygód, w dniach 22-24 stycznia. Były to pierwsze zawody z cyklu Grand Prix Polski . Miejscem zawodów było znajdujące się na samym południu kraju, kilkadziesiąt kilometrów od Nowego Sącza jezioro Czorsztyńskie. Zbiornik ten, o powierzchni 1100-1300 ha , w zależności od ilości znajdującej się w nim wody, powstał na skutek zbudowania wysokiej na 56m tamy, między zamkami Czorsztyn i Niedzica i spiętrzenia wód Dunajca. Już w roku ukończenia budowy, czyli w 1997, zbiornik Czorsztyński uratował okolicznych mieszkańców przed powodzią, przyjmując ogromne ilości wody. A z czym się kojarzą ogromne ilości wody? Oczywiście z taaakimi rybami. Ryb jest w Czorsztynie rzeczywiście dużo. Łowisko to słynie z ogromnych karpi, ponad metrowych szczupaków, dwucyfrowych głowacic, wielkich kleni, leszczy a także srebrzystych płoci i kapitalnych okoni. Jasne, że na zawodach podlodowych zainteresowani jesteśmy raczej tymi trzema ostatnimi gatunkami, ale życie lubi płatać niespodzianki. Od tego sezonu ponownie nastąpił powrót do drużyn trzyosobowych. W drużynie Klubu Ukleja wystartowali Piotr Kowalewski, Krzysztof Gryniewicz oraz Arnold Hościłło. Wystartował również indywidualnie Stanisław Romanowski. |
|
|
|
Środa,
20stycznia. Nasza
wyprawa rozpoczęła się już w środę wieczorem. O godzinie 20
wyjechaliśmy w ponad 850 kilometrową trasę , przez Białystok,
Lublin, Rzeszów, Tarnów, Nowy Sącz. Na miejscu byliśmy o 7 rano.
Rozpakowaliśmy nasze bagaże, śniadanie, krótki odpoczynek,
wskoczyliśmy w kombinezony i już około południa byliśmy na łowisku. Czwartek,
piątek 21-22 stycznia. Czorsztyn przywitał nas lekkim mrozem, słońcem i całkiem fajnymi rybami. Trening odbywał się poza sektorami. Od strony południowej łowiliśmy ładne płocie i równie okazałe okonie. Pierwsze wnioski już były. Kolejne wyciągaliśmy po piątkowym treningu, który przeprowadziliśmy tym razem za sektorami od strony pólnocno-wschodniej. I ponownie ładne płocie i okonie, a także leszcze. Głębokość jest podobna, jednak są różne zagłębienia, a także góreczki o powierzchni salaterki... no przesadziłem, powiedzmy kilku metrów kwadratowych. Znalezienie takiej nierówności dna, najczęściej gwarantowało fajne ryby, jednak nie zawsze. Ryby lubią zaskakiwać, o czym boleśnie przekonałem się już w sobotę. |
|
|
|
Sobota,23
stycznia. Zaraz
po śniadanku ubieramy się , pakujemy sprzęt i jak co dzień przed
nami 18 km jazdy na łowisko. Mimo wieloletniego doświadczenia ,
...” zasadniczo , trochę strach jest....” jak mawiał
klasyk w Misiu. Sektory na pierwszą turę wytyczono bliżej brzegu. Grzecznie ustawiliśmy się wzdłuż brzegów sektora. Każdy miał jakieś przemyślenia i plany. O 10 30 zaczynamy łowienie. Dokładnie, to zaczynamy wściekły bieg z przeszkodami w poszukiwaniu „rybodajnych” dziurek. Przynajmniej tak jest w moim sektorze. Cóż tu dużo pisać...Żadnej rybki nie dopadłem, podobnie jak 8 innych nieszczęśników w sektorze A i kilku w innych sektorach. Mała to pociecha. Zdruzgotany spuszczam głowę i ukradkiem słucham wyników. Zwycięstwo w sektorze dawał wynik poniżej 0,5 kilograma., co na tym łowisku może oznaczać dwie ryby. 200-300G złowionych ryb dawało bardzo wysokie miejsce. W innych sektorach było trochę lepiej, jednak generalnie, rybki górą! Cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz. Faworyci jednak nie zawiedli. Poradzili sobie . Na tm właśnie polega Ich umiejętność. Wracamy do hotelu w nastrojach raczej minorowych, ponieważ obok mojego zera , Piotr i Krzysiek połowili najwyżej średnio. Jedynie startujący indywidualnie Staś, wdarł się do pierwszej dziesiątki, był siódmy. Po dłuższej chwili i cichej podróży powoli dochodzę do siebie. Nikt nie lubi przegrywać, nikt nie lubi przejechać całej Polski, tylko po to , aby trzy godziny pobiegać po lodowym sektorze, w poszukiwaniu „wirtualnych” ryb. Na szczęście jest jeszcze niedziela i druga tura. Można się trochę podciągnąć. Indywidualnie raczej trudno o znaczący awans, ale drużynę można trochę podnieść. Wieczorem nastrój był zdecydowanie lepszy, a nadzieja powoli wracała. |
|
|
|
Niedziela,
24 stycznia. Rozkład
godzinowy miał być o pół godziny przyspieszony, jednak ze względu
na ponad 20 stopniowy mróz i kłopoty z odpaleniem samochodów,
przyspieszenie anulowano. Nasz, tzn. Krzysia Opel Frontera sprawuje się
doskonale i bez żadnych kłopotów wiezie nas na łowisko. Trzy głębokie
oddechy, parę ciepłych słów i na sektory! Ponownie wylosowałem
sektor A. Po sygnale natychmiast zająłem wypatrzony rejon sektora. Po
drugim, wiercę i nęcę. Spokojnie wpuszczam malutką mormyszkę, a ta
spokojnie kiwa się na wędeczce, a na mormyszce kiwa się świeżutka
ochotka. I taki spokój trwa dwie godziny. Deja vu, nie mam nawet
brania. Wściekle biegam między otworami. Zmieniam wędki, sposób
prowadzenia przynęty , głębokość łowienia,
zmieniam ochotki na świeże i ....nic. Obserwuję konkurentów z
sektora. Trudno dostrzec, aby ktokolwiek regularnie łowił ryby. -Oj będą
znowu kiepskie wyniki, żeby chociaż „rowerem” ( rower, w
gwarze zawodników oznacza dwa zera!!!), nie wracać- pomyślałem. 55
minut do końca. Przenoszę się w najbardziej odległy rejon sektora,
gdzie jest najmniej wędkarzy. Znalazłem czyjąś, widać , że mało nęconą
i raczej nie używana dziurkę. Wpuszczam podajnikiem drobną ochotkę.
Za nią malutka mormyszka z pojedynczą czerwoną przynętą. Dojeżdżam
do dna. Unoszę na 15 cm i...rany, kiwaczek ugiął się . Lekko
zszokowany instynktownie leciutko zacinam. Jest. Ale to mała rybka.
Brzydalek jazgarek wydaje mi się piękny! Ufff, nie będzie zera. Za
chwilkę łowię kolejnego i kolejnego. Głęboko oddycham. Słyszę z
boku rozmowę. – Mam czternaście rybek, ale małe.
-Cóż ja mam tylko 5 i jestem zadowolony-pomyślałem. Ciągle
jednak doławiam jazgarze.
Czas niestety teraz bardzo szybko płynie. Do końca zawodów udało mi
się złowić 24 rybki, co było najlepszym wynikiem w sektorze, ale
niestety tylko ilościowym. Wagi starczyło na 9 miejsce. Obroniłem się
. Jazgarze zimą , jak ukleja latem , to często niedoceniana rybka, która
już niejednemu zawodnikowi honor ratowała. Na innych sektorach , świetna
wiadomość, to wynik Piotra. Wygrał sektor, najlepszym wynikiem zawodów,
ponad 2600 pkt! W bezpośrednim starciu pokonał również Tomka
Nysztala, bezapelacyjnie najlepszego podlodowca ostatnich lat, zwycięzcę
również tych zawodów. Ponieważ Krzysiek też się obronił., drużyna
awansowała na 13 miejsce. Ech gdyby nie moje wczorajsze zero.... Ale
koledzy nie mają do mnie żalu... No, przynajmniej tak mówili
hihihihi...Wynik drużyny zupełnie nas nie zadowala. Powalczymy na
drugich zawodach GP, w Augustowie ( zsumowane wyniki dwóch imprez będą
decydowały o miejscu w Mistrzostwach Polski). Niedosyt pozostał. Tym
bardziej, że wystarczyło w moim sektorze złowić dwa razy po pół
kilo ryb, aby wygrać całe zawody. Tak, na naukę nigdy za późno.
Wprawdzie wygrali zawodnicy, którzy łowili piękne płocie i
okonie, ale również niedoceniany jazgarz mógł dać znakomity wynik.
Wnioski wyciągnęliśmy. Jakie? To już nasza słodka tajemnica. A czy
słuszne, okaże się w Augustowie. Ostatecznie
Piotr wylądował na bardzo dobrym 16 miejscu, Staś był 26 a my z
Krzysiem zajęliśmy 60 i 61 miejsce. Daleko, bardzo daleko, ale nie
wszystko jeszcze stracone, nawet w tym roku. I
jeszcze mały dopisek. Ostatnio dotarły do mnie przemiłe sygnały, że
moje pisanie, da się „przetrawić”. To znakomita
informacja, dla „pisarza-amatora”. Wielkie dzięki za miłe
słowa. To dla mnie taki power do pisania! Dzięki ! Z wędkarskim pozdrowieniem Arnold Hościłło , zawodnik drużyny KW Ukleja Olecko. |