Niegościnny Gospodarz

 

Stało się już tradycją, że w pierwszą niedzielę po Przystankowych Imprezach w Olecku Klub Wędkarski Ukleja, organizuje Spinningowe Otwarte Mistrzostwa Olecka. VII edycja tej imprezy odbyła się w tym roku 9 sierpnia. Już od wczesnych godzin rannych, z czterech stron świata zjeżdżali się wędkarze ze swoimi łodziami.
Bazą zawodów i miejscem startu, podobnie jak w roku ubiegłym był, dzięki gościnności właściciela, Pana Jana Pęcaka teren campingu Margrabowa

 

 

Spinningowe zawody na jeziorze Olecko Wielkie zawsze przyciągają liczne rzesze uczestników. W tym roku na starcie stanęło 34 wędkarzy. Łowiły z nami dwie kobiety, niezawodne Krysia Majewska z Raczek i Wiesia Gorlewska z Augustowa. Nieco niższa frekwencja niż w roku ubiegłym ( było 47 osób) spowodowana była kłopotami zdrowotnymi naszego wielkiego przyjaciela Miecia z Augustowa ( pozdrawiam serdecznie i życzę szybkiego powrotu do wędki!!! Mieciu, czekamy!), a także organizowanymi w tym samym dniu zawodami przez koło wędkarskie z Olecka. Szkoda, że imprezy odbywają się w tym samym terminie. Być może są wędkarze, którzy chcieliby uczestniczyć w obu imprezach. Przecież sezon jest długi i można wybrać terminy niekolidujące ze sobą. Informacja o Spinningowych Mistrzostwach Olecka widniała na naszej stronie od pół roku, poza tym zawody odbyły się już po raz VII i zawsze na początku sierpnia. Pokutuje brak komunikacji, a może dobrej woli. Ubolewam nad tym. Przecież w Olecku jest bardzo wąskie grono wędkarzy uczestniczących w różnych zawodach. Grono to nie powinno być hermetyczne i odstraszać nowych ewentualnych uczestników. Uważam, że każda wędkarska impreza powinna służyć jak największej liczbie amatorów relaksu z wędką. Każde zawody, każde spotkanie to przede wszystkim konsolidacja istniejących i zawieranie nowych znajomości. Przecież wszystkim powinno zależeć na propagowaniu sportu wędkarskiego. Przekłada się to na podwyższenie świadomości wędkarzy, wzrost umiejętności, poznawanie nowych technik. Dodam, że wszystkie imprezy klubu wędkarskiego UKLEJA są otwarte i każdy wędkarz, niezależnie od poglądów i przynależności może brać w nich udział. Wszystkich przyjmujemy z otwartymi rękoma! Zawsze! Dość jednak o otoczce. Pora wrócić do zawodów.

 

 

Szósta rano oznaczała start pierwszej tury. Z wąskiego przesmyku wśród trzcin wypłynęło kilkanaście łódek na podbój jeziora. Sporą sensację i odrobinkę zazdrości wzbudził nowy statek wodny Krzyśka Gryniewicza. Jego Angela, zwana też „kaczuszką”, świeżo po remoncie kabinowa łódź motorowa, zgrabnie unosiła pyszczek pod 40 konnym silnikiem. No może czasem zbyt zgrabnie, o czym dowiedziałem się od spławikowców kilka dni później.
W tym miejscu bardzo przepraszam wędkarzy zaczajonych na płocie i leszcze, którzy czasem z dużą trudnością utrzymywali poziom na swoich łódkach, gdy zbyt blisko przepływały łodzie z napędem spalinowym. Więcej to się nie powtórzy. Zwrócę na to uwagę już.... za rok.
Na usprawiedliwienie dodam, że dobrych miejscówek w naszym jeziorze coraz mniej, przez co każdy chcący złowić rybkę odwiedza te same łowiska. No i jeszcze coś. Okonie bardzo pozytywnie reagowały na zamęt spowodowany przez silniki. Wiem, że niekoniecznie tak samo reagowali wędkarze. Raz jeszcze przepraszam. Za popisy skuterów i motorówek nie biorę odpowiedzialności. Jezioro jest jednak dla wszystkich. Dla motorowodniaków również. Uważam, że przy odrobinie wyrozumiałości i dobrej woli 220ha lustra wody starczy dla wszystkich. A tak na marginesie, ciekawe czy nadejdą czasy, gdy na wodzie również będą wytyczone drogi szybkiego i wolnego ruchu, ścieżki, kierunki jazdy i inne zapewniające bezpieczeństwo wszystkim użytkownikom jeziora przepisy. Mam nadzieje, że tak.

 

 

 Oj rozgadałem się.
A na zawodach.... jak zwykle. Od rana żar lał się z nieba. Łodzie rozpłynęły się po całym Olecku Wielkim. Jedni szukali ryb na stokach przybrzeżnych, inni wśród trzcin, jeszcze inni na górkach. Efekty były bardzo różne. Była też spora grupa wędkarzy, którzy próbowali skusić okonie żerujące na drobnej stynce przy samej powierzchni wody. Taka metoda w pierwszej turze okazała się najskuteczniejsza. Właśnie w ten sposób osobiście udało się złowić 23 wymiarowe pasiaki. Po pierwszej turze prowadziłem, z niewielką przewagą, nad depczącym mi po piętach znakomitym okoniowcem Mieciem Sowulewskim. Za nami a jakże, niezawodna i bardzo skuteczna Krysia Majewska (oj dowaliła nam już wiele razy na zawodach!). Bardzo wiele zbliżonych wyników zapowiadało duże emocje w drugiej turze. Tak, zawody dwu turowe, to zapewnione emocje, zacięta rywalizacja i szanse dla wszystkich do końca! Ale zanim wypłynęliśmy na druga turę, bardzo obfity posiłek. Boczek bez cholesterolu, samo zdrowie, warzywa no i złocisty płyn z pianką, o który zadbali nasi sponsorzy, Krzyś i Anonim. Starczyło dla wszystkich. Dokładki i dolewki były bez ograniczeń.

 

 

Ale woda wzywa. W samo południe jak niegdyś Gary Cooper, wyruszyliśmy na pojedynek z rybami. Pora to nieszczególna, ale cóż poradzić. I znowu sprawdziło się stare porzekadło wędkarskie: „ ranek-panek” Tak, w drugiej turze było o wiele trudniej o ryby. Śmigające spalinowe statki wodne skutecznie wypłoszyły baraszkującą od rana na środku jeziora drobnicę. W ślad na nimi okonie również wycofały się w sobie tylko znane miejsca. Wzdłuż przybrzeżnych trzcin i na płyciutkich blatach brały tylko okonie palczaki, takie z jednym, góra dwoma paskami.
-Oj popłynąłem...-Myślałem, mając w wiaderku jednego wymiarka na godzinę przed końcem tury. Opłynąłem wszystkie znane mi miejsca. Nic. Ostatnia nadzieja. Piaszczyste dno, prawie 4 metry głębokości. Bez zielska. Mała główka 1,5 grama, jedno calowa gumka. Położyłem na dno przynętę i już nie podniosłem jej... samej tylko z 18 cm okoniem! W 15 minut złowiłem w tym miejscu 7 wymiarowych okoni! – Ufff, teraz mogę wracać, obroniłem się – powiedziałem sam do siebie. Z oddali widziałem, że część wędkarzy, mimo, że jeszcze było ponad 20minut łowienia, pakowało swoje łodzie. Ja również dopłynąłem do brzegu. Pierwsze komentarze potwierdzały moje spostrzeżenia, że ryb jest mało. Jak zwykle jednak to waga, znakomicie obsługiwana przez Józka, Tomka, Wojtka, Grzesia i Jurka zweryfikowała wszystko. Udało mi się. Zająłem 6 miejsce w turze i z 7 punktami zwyciężyłem. Tak, warto walczyć do końca.

 

 

A oto wyniki:
1. Arnold Hościłło - Olecko 7 pkt
2. Andrzej Gorlewski - Augustów 13 pkt
3. Józef Makowski - Olecko 14 pkt
4. Kazimierz Hećman - Augustów 14 pkt
5. Grzegorz Makowski - Olecko 15 pkt
6. Marian Wojsiat - Olecko 17 pkt
7. Mieczysław Sowulewski - Olecko 19 pkt
8. Krzysztof Krajewski - Olecko 19 pkt
9. Mieczysław Kaczanowski - Raczki 22 pkt
10.Robert Anuszkiewicz - Olecko 23,5 pkt

 

 

W zawodach uczestniczyli również: Krystyna Majewska, Wiesława Gorlewska, Tomasz Gawroński, Krzysztof Gryniewicz, Jerzy Prawdzik, Wojciech Kozakiewicz, Mirosław Bagiński, Dariusz Świeżyński, Edward Sznurkowski, Maciej Bartosiewicz, Mieczysław Gojlik, Renisław Galicki, Tomasz Zaniewski, Jerzy Rynkowski, Jacek Laszkowski, Mirosław Iwaniuk, Karol Kozłowski, Szymon Truchan, Stanisław Guzewicz, Tadeusz Guzewicz, Stanisław Kryścio i Robert Moroz.

Łowcą największego, jedynego szczupaka, podobnie jak w roku ubiegłym został Maciek Bartosiewicz, a największego okonia złowił Robert Anuszkiewicz.
Zwycięzcy otrzymali nagrody honorowe, puchary, medale, dyplomy. Wśród wszystkich uczestników wylosowaliśmy wiele nagród i upominków. Losowaliśmy tak długo, aż wszyscy zostali nagrodzeni. Niektórzy nawet dwa razy, tyle było prezentów. Najcenniejsze, książki naszego Przyjaciela, miłośnika Ziemi Mazurskiej, pisarza, podróżnika, znakomitego wędkarza Antoniego Remiesza, oczywiście z dedykacją, wylosowali Andrzej Gorlewski i Dariusz Świeżyński.

 

 


Tradycyjnie już, połów z pierwszej tury został skonsumowany. Przepyszne okonie, pięknie oskrobane i złociście wysmażone przez panie Jasia Guzewicz i Ania Kryścio oraz naszego Mariana dopełniły całości uczty.
Nie mi, jako organizatorowi oceniać, czy impreza była udana. Mam nadzieję, jednak, że nikt z obecnych nie był zawiedziony. Nie byłem za bardzo gościnny wygrywając zawody. Wybaczcie, ale wsiadając do łódki jestem tylko zawodnikiem i z całych sił, jak wszyscy uganiam się za rybami. Fajnie mieć takich przyjaciół. Dziękuję Wam za udział z całego serducha!
Wielkie podziękowania wszystkim, którzy pomogli mi w zorganizowaniu imprezy.
Również bardzo gorąco dziękuję Panu Janowi Pęcakowi za udostępnienie plaży i terenu campingu przy Zajeździe Margrabowa. Tak na marginesie to serdecznie tam zapraszam, nastrój znakomity, wystrój cudowny no i jedzenie pierwsza klasa!
Zawody trwały długo. Rozjechaliśmy się dopiero po 18. Zmęczenie dawało znać o sobie, ale przecież wędkarze to twardzi ludzie.

 

 


Kolejne Mistrzostwa Spinningowe Olecka już za rok. A okazja będzie wyjątkowa. 450 lecie naszego miasta. Trafia się coś takiego raz na 500 lat. Zapraszam już dziś. Do pomocy również. To muszą być, to będą wyjątkowe zawody. Takie raz na 500 lat.

Z wędkarskim Pozdrowieniem Arnold Hościłło

Ps. Długi tekst mi dzisiaj wyszedł. Mam nadzieję, że nie nudny, Żona powiedziała,- Cholerka trzeba będzie przeczytać.....