Dwadzieścia lat minęło
 

Czas biegnie szybko. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Na zebraniu jedynego wtedy koła wędkarskiego PZW w Olecku, doszło do podziału i w związku z tym, wówczas kilku z nas odłączyło się od koła i w skutek tego powstało nowe koło PZW. Koło Okoń. Motorem, pomysłodawcą, a także pierwszym Prezesem był Tomasz Gawroński. Działamy do dzisiaj. Zmienił się Prezes, zmienił się Zarząd, ale cele koła pozostały bez zmian.

Sport wędkarski oraz praca z młodzieżą. Hasła trochę wyświechtane, jednak z satysfakcją możemy stwierdzić,
że jednak osiągnęliśmy sukces. Organizujemy imprezy dla młodzieży, cykliczne zawody mistrzowskie, towarzyskie w czterech kategoriach, morskiej, podlodowej, spławikowej, spinningowej. Wszystkie nasze imprezy są całkowicie otwarte, z czego korzystają wędkarze zarówno z koła Olecko Miasto , jak i z Augustowa, Raczek, Suwałk, Białegostoku, Ełku, a także ze Szczytna, Olsztyna , Warszawy i jeszcze wielu innych miast. W między czasie mieliśmy Podlodowego Mistrza Polski Krzysztofa Gryniewicza, Morskich Mistrzów Polski Tomasza Gawrońskiego i Józefa Makowskiego, II v-ce mistrza Polski Spinningowego, Krzysztofa Gryniewicza a także ponownie Krzysztofa Gryniewicza z Arnoldem Hościłło dwukrotnie II-vice mistrzów Polski Podlodowych.
Było szereg innym mniejszych sukcesów, miejsc czwartych, piątych oraz  zwycięstw i wielu miejsc na podium  w Okręgu najpierw Suwalskim, a następnie  Olsztyńskim. Było tego, że ho ho. Od kilku lat prowadzona jest klasyfikacja Grand Prix Koła Okoń  w spinningu, w której niepodzielnie panuje obecny Prezes Krzysztof Krajewski. Może jednak w końcu dobierzemy się mu troszeczkę do skóry. Z niemałym trudem, jednak powstaje kronika koła, tam będzie wszystko. Bardzo duży nacisk kładziemy na łowienie zgodne z regulaminem, na zasady fair play, na dbałość o środowisko. U nas nikt nie łowi na dwie przynęty, nikt nie zabiera niewymiarowych ryb, nikt nie zostawia śmieci nad wodą. Ale dosyć tej samochwały.

 Dwadzieścia lat to okrągły jubileusz, zasługujący na specjalną imprezę. Taka impreza odbyła się w dniach  18-20 września. Miejscem zawodów było jezioro Łaśmiady. 1000 ha lustra wody robi wrażenie. Jezioro przypomina wielkie jeziora mazurskie. Takie Śniardwy mini. Na starcie stanęło 28 zawodników z Raczek, Suwałk, Augustowa i przede wszystkim z Olecka. Piątek to trening na łowisku, kolacja, a po oficjalnym otwarciu spotkanie integracyjne. I jeszcze chwila zadumy i minuta ciszy, związana z odejściem na tamtą, lepszą stronę, znakomitego wędkarza, nieocenionego trenera, świetnego wychowawcy młodzieży i przede wszystkim naszego Przyjaciela, Stasia Wolickiego. Stasiu, będziemy zawsze ciepło Cię wspominali ! Życie toczy się dalej.

Wędkarskie również. Piątkowy trening wszyscy potraktowali poważnie. To ostatni moment, by namierzyć jakąś miejscówkę i ułożyć skuteczny plan na sobotnie łowienie, który i tak zweryfikują ryby i pogoda. Tak też było. Sobota przywitała nas przepiękną pogodą i smacznym śniadaniem. Każdy wędkarz otrzymał na łódkę suchy prowiant, ponieważ następny posiłek to obiado-kolacja dopiero o 18 . Z nie małym trudem wypychamy łódki z ekstremalnie płytkiej wody i dokładnie o 8 rozpoczynamy pierwsza turę. Kilkanaście łodzi rozpływa się po całym zbiorniku. Jednak każdy ma jakiś plan. Ja płynę na największą znaną mi górkę, oznaczoną kolorowa butelką. Nie jestem sam. Kilka łodzi również tutaj cumuje. Górka jest bardzo duża i miejsca starczy dla wszystkich. Pytanie, czy ryb starczy? Łowimy okonie, ale niestety tylko do 17,5 cm. O wymiarowe trudno. Telefoniczne kontakty wskazują, że pasiastych grubasów jest mało, ale wymiarówki mają prawie wszyscy. Przy ciągle słonecznej i co bardzo ważne na tak dużym jeziorze, prawie bezwietrznej pogodzie mija sobotnia tura.

 Spływamy do bazy. Nikt się nie spóźnił. Komisja sędziowska sprawnie waży nasze ryby. Mam szósty wynik. Jestem bardzo zadowolony. Zwycięzcą tury został Mietek Kaczanowski z Raczek. Drugi jest Krzyś Hodana z Okonia. Obaj znacząco odskoczyli od pozostałych wędkarzy. Decydują jednak dwie tury. Niestety dwóch kolegów miało kłopoty z mierzeniem ryb, co skutkowało dyskwalifikacją w turze. Warto jednak mieć wzorcową miarkę. Szczupaków nie było. Wymiarowych oczywiście, bo kontakty z krótkimi były bardzo częste.  Hol ośrodka obstawiony akumulatorami, więc pora na kolację. Opowieści, wspomnienia, plany, wszystko było podczas trwającej do północy kolacji. Pora do łóżek, jutro decydujące łowienie. Niedziela. Niebo zachmurzone,. Jednak prognozy są dobre.  Jak się za kilka godzin okaże, sprawdziły się . Ponownie ciepło i niezbyt wietrznie. Z rybami generalnie trochę lepiej, nie wszystkim oczywiście. Moja górka, szczelnie obstawiona przez osiem łodzi tym razem daje mi tylko jednego miarowego okonia i to złowionego rzutem na taśmę. Wracamy. Sędziowie wagowi, pod czujnym okiem Józefa Makowskiego tym razem nie znaleźli żadnego niewymiarowego okonia, ale dwa fajne szczupaki. Łowcą jednego z nich , tego większego, był Miecio Kaczanowski, co podparte kilkoma okoniami, ponownie dało najlepszy wynik.  A Krzysztof Hodana ponownie drugi. Zaimponował mi skutecznością, cierpliwością i realizacją planu. Znalazł takie czarowne miejsce za wyspą i tam wyłuskiwał przez dwa dni okonie. Próbowałem dobrać się do Krzyśkowych ryb, jednak bez rezultatu. A oto jakie wyniki dwudniowych zmagań przedstawił sędzia główny Tomasz Gawroński:

1. Kaczanowski Mieczysław                     2 pkt   

2. Hodana Krzysztof                                 4 pkt

3. Topolski Paweł                                      8 pkt

4. Galicki Renisław                                    11 pkt

5. Motulewicz Andrzej                              15 pkt

6. Strenkowski Szczepan                          16 pkt

7. Jarmołowski Paweł                                16 pkt

8. Hościłło Arnold                                     18 pkt

9. Krajewski Krzysztof                              18 pkt

10. Gojlik Mieczysław                                23 pkt

11. Iwaniuk Mirosław                                24 pkt

12. Wasilewski Bogdan                             28 pkt

13. Gawroński Tomasz                              30 pkt

14. Luty Jarosław                                       30 pkt

15. Radziszewski Zbigniew                         31 pkt

16. Galicki Janusz                                       31 pkt

17. Wojsiat Marian                                     34 pkt

18. Sznurkowski Edward                            35 pkt

19. Makowski Józef                                    35 pkt

20. Danielczyk Eugeniusz                             37pkt

21. Derencz Kamil                                      39 pkt

22. Rynkowski Jerzy                                   41pkt

23. Bartosiewicz Maciej                              45pkt

24. Danilczyk Bazyl                                     48pkt

25. Płaziński Wojciech                                 49pkt

26. Derencz Janusz                                      51pkt

27. Chodnicki Robert                                   52pkt

28. Kruszniewski Marcin                             56pkt

 

Największego okonia złowił Marian Wojsiat, co nikogo nie powinno dziwić, gdyż w dowodzie osobistym jako miejsce urodzenia Mariana widnieją Sajzy ( miejscowość położona nad jeziorem Łaśmiady!!) ! Nagrodą za prawie pół kilowego pasiaka była fantastyczna rzeźba wędkarza, ufundowana przez niezawodnego Jurka Rynkowskiego. Pierwsza trójka otrzymała oprócz bardzo okazałych pucharów nagrody rzeczowe, a  wszyscy uczestnicy sprzęt wędkarski, rozdzielony w wyniku losowania.  Podczas zawodów złowiliśmy dwa szczupaki i kilkadziesiąt kilo okoni. Słońce, cieplutko, miła koleżeńska atmosfera, fajne warunki socjalne, dobre jedzenie i nie tylko, czego chcieć więcej!? Zbiorowe zdjęcie i do domku. Następne takie zawody za kolejne dwadzieścia lat. A może jednak szybciej!? Nad regulaminowym  przebiegiem zawodów czuwali sędzia główny Tomasz Gawroński i  sędzia wagowy Józef Makowski. O doznania artystyczno-kulinarno napojowe zadbał Mieczysław Gojlik. Właściwe do rangi zawodów nagrody i odpowiednią bazę zapewnili Agnieszka i Krzysztof Hodana. Kontrolą  i bezpiecznym przebiegiem imprezy zajął się Jerzy Rynkowski. Nad prawidłowością i rzetelnością wydawanych pieniążków czuwał Edward Sznurkowski. Całość ogarnął i zapiął na ostatni guzik Prezes Krzysztof Krajewski. I ja tam byłem, nalewkę piłem, rybkę złowiłem, a co widziałem Was opisałem.

                                                                                                                           J.Arnold Hościłło