|
Podczas jednej wyprawy na pierwszy lód
na okonie po dwóch godzinach łowienia na błystki i mormyszki ryby brały
anemicznie.
Na górkach, w samej trzcinie lub na
głębokim spadzie trafiały się tylko pojedyncze brania. Wcześniej wykułem
dwie dziury przy końcu kładki, która kończyła się razem z rzadką trzciną
na dwumetrowym spadzie. Woda w tym jeziorze przez cały rok jest bardzo
czysta i dno widać było jak na dłoni. Zaglądając w wykute przeręble przy
samej kładce zauważyłem , że pomiędzy palikami kilkanaście centymetrów nad
dnem stoi stadko ładnych okoni. Policzyłem je, było ich 9 w tym pięć
oceniłem na ponad trzydzieści dkg.
Koledzy łowiący niedaleko w dalszym
ciągu nic nie łowili , więc postanowiłem spróbować złowić te okonie spod
kładki. Od błystki podawanej pod sam nos cofały się w cień pomostu.
Do mormyszki podsuwały się w żółwim
tempie te mniejsze i po obejrzeniu lekceważyły przynętę odwracając się do
niej ogonem. Zmieniałem w więc kolor i wielkość w nadziei, że w końcu
trafię na coś co je zainteresuje. W pudełku znalazłem mormyszkę podobną do
biedronki , taka brązowa malowanka z podwójnym haczykiem. Na jeden
założyłem ochotkę, na drugi białego robaka. Do miejsca gdzie wpuszczałem
przynętę okonie miały około 1 metra.
Po wpuszczeniu biedronki na dno uniosłem
ją kilka razy delikatnie na kilka centymetrów nad dno i zawiesiłem ją w
toni nieruchomo. Pierwsze podpłynęły te cztery nieco mniejsze i zatrzymały
się 10 cm od przynęty uważnie się jej przyglądając. Po chwili wszystkie
dziewięć ustawiło się dookoła i poruszając coraz szybciej płetwami
piersiowymi balansowały w poziomie po kilka milimetrów do przodu i do
tyłu. Wyglądało to jak karuzela , która ma za chwilę ruszyć, trzeba było
tylko znaleźć włącznik. Łowiłem klęcząc na kolanach trzymając wędkę przy
uchu a nos przy samej wodzie. Drugą ręką wziąłem żyłkę w palce i zacząłem
powoli skręcać żyłkę wprowadzając mormyszkę w ruch obrotowy.
W tym czasie okoniom podnosiła się
płetwa grzbietowa i gdy tylko mormyszka zatrzymywała się na ułamek sekundy
by zmienić kierunek wirowania pierwszy z nich wystrzelił jak z procy
chwycił przynętę i zaraz znalazł się na powierzchni. W czasie 10 minut
powtórzyło się to jeszcze 8 razy.

Wszystkie 9 okoni od najmniejszego do
największego dały się skusić tylko na tą jedną i tylko w taki sposób
zaprezentowaną im przynętę.
Krzysztof Gryniewicz
|