Flauta

Pierwszego kwietnia wszyscy robią kawały, żarty i po prostu bezczelnie kłamią. W myśl prawa prima aprilis. Nikogo jednak z 31 wędkarzy nie udało się oszukać, powiedzmy informacją o szalejącym na Bałtyku  sztormie. Prognozy pogodowe znali wszyscy. Będzie flauta, czyli bezwietrznie. Pierwszego kwietnia o 17 wyruszyliśmy, korzystając po raz kolejny,  ze sprawdzonego przewoźnika Gienka „DEMBUSA”, w drogę do Ustki. Punkt docelowy, to port w Ustce, a dokładnie statki Amelia Bis i Amelia Max, przeznaczone do rejsów wędkarskich. Od kilku lat jeździmy właśnie na te jednostki. Mniejsza Amelia zabiera do 12 osób, większa 21. W sumie nazbierało się 31 wędkarzy, uczestników Morskich Mistrzostw koła Okoń .

Wyjście w morze zaplanowano na trzecią rano i plan został wykonany. Diesel przyjaźnie jazgotał i kołysał do snu. Rejs na łowisko, zwane "kominy" trwał prawie cztery godziny. Swoją specyficzną nazwę łowisko zawdzięcza ukształtowaniu dna, powstałemu w wyniku wybierania żwiru z dna morza.

Woda tam płytka , jak na morze, od kilkunastu, do 30-40 metrów. Ryb dużo, jednak nie są zbyt okazałe. Półmetrowe dorsze jednak zdarzają się często. A większe także. Do zawodów mierzyliśmy trzy największe ryby, każdego zawodnika. Miejsca na statkach zajmowaliśmy według losowania. W połowie łowienia zmieniliśmy miejsca. Brak dryfu jest jednak uciążliwy. Po prostu w wyniku przebywania statku w jednym rejonie, nasze pilkery penetrowały ten sam fragment dna. Działoby się tak, gdyby szyper nic nie robił. On jednak ciągle przestawiał statek, takimi zygzakami, w wyniku czego dziób ciągle napływał na łowisko. Rufa miała nieco gorzej, wszyscy jednak wędkarze jakoś sobie radzili. Zazwyczaj mniejszy komfort, jaki zapewnia mała Amelia, był rekompensowany przez ilość złowionych dorszy, tym razem jednak to na Amelii Max lepsze były wyniki. Złowiliśmy od kilkunastu, do kilkudziesięciu dorszy na głowę , a najlepsi mieli ponad siedemdziesiąt. Liczyły się jednak tylko trzy

O zwycięstwie zadecydowała długość największego, złowionego przez zawodnika dorsza, gdyż łączna miara trzech , była identyczna. A oto wyniki:

1. Wiktor Werstak                               159cm

2. Krzysztof Hodana                            159 cm

3. Janusz Derencz                                158 cm

4. Jerzy Rynkowski                              154 cm

5. Kamil Antosiewicz                          152 cm

6. Arnold Hościłło                                148 cm

Największego dorsza wyprawy złowił Krzysztof Krajewski. 61 cm było nie do pobicia. Wielkich ryb więc nie łowiliśmy. Było jednak bardzo przyjemnie. Spokojne łowienie na stabilnym statku ma również swoje zalety. Nie fruwało wszystko dookoła, jak powiedzmy przy 5 w skali Beauforta. Podsumowanie zawodów i ogłoszenie wyników odbyło się w autokarze, zaraz po „obiedzie” jaki jak zwykle około północy zjedliśmy w Małej Holandii. Trochę to dziwna pora na obiad, ale tradycja, to tradycja. Dziękując wszystkim za udział w wyjeździe zapraszam w imieniu Zarządu Koła na Spławikowe Mistrzostwa, na rzece Mazurce 23 kwietnia , a także na spinningowe otwarcie sezonu, jak zwykle na Biebrzy i jak zwykle 1 maja.

 

               Z wędkarskim pozdrowieniem J.Arnold Hościłło